Skip to content

PoezjaLiter ¦ Wiersze Dusz Posts

Featured Post

Każde ze słów

Każde ze słów znaczyło wiele,
W ciszy kreśląc znaki.
Gdy wokół rozpościerał się złoty świat,
Tańczyłem wśród fal, srebrzystych.

Każdy wers tej poezji,
Był pustym krzykiem
Wśród myśli pełzających we mgle,
Szukając światła w mroku dnie.

Powiedz im kim jestem – dziś,
Choć wczoraj skryty jak liść,
Na wietrze unoszony przez czas,
Gdy pada łza, wśród złotych gwiazd.

Wciąż obraz niezmienny,
Kroczę samotnie wśród gęstych traw,
Przede mną pusty wiatr,
Na nowo kreśli nowy znak,
Stary czas, na pustej kartce.

Być może już czas

Być może to już czas
W samotności patrząc
Jak za oknem deszczu siwa mgła
O poranku gna
Wśród szczytów koron drzew wiatr

Każda z kropel niesie chłód
Na zimnej szybie
Lecąc aż na sam dół
Szukając cienia wschodzącego blasku
Z końca potrzasku z nadzieją
Choć ich sny już się w niej nie mienią

Po woli patrząc jak wstaje dzień
Smakując czarnej kawy
W poruny dzień
Który kreśli dłutem w zimnej skale
Być może nada jej wygląd
Lecz zabije kolejny okruch
Który czeka aż zza chmur
Wyłoni się piękny dzień

Myśli wirują

myśli wirują
boja się snu
niewypowiedziane

sumienie niczym znicz
tli się w samotności
łapiąc tchu
odseparowane

bez krzty wiary
gdy pada ostatni strzał
i pęka jak cieńka nić
krzyk cichych dni
choć na twarzy uśmiech tkwi

łza z której rozkwita kwiat
czerwony
niczym po deszczu tęczy wiwat
ich smak zostanie
gdzieś uchowane
schowane

te oczy w błękicie
w lustrzanym odbiciu szkieł
w samotności
gdy dopada cię mrok
choć do drzwi nadal puka ktoś
po drugiej stronie
to wciąż ty

inny
gdy otacza się świt
i wita mroku czarny szczyt

Nie patrząc za siebie

nie patrząc za siebie
to co już było
czekam na gwiazdy
co z nieba spadają
dla jednej chwili

słowa których już nie słyszę
za plecami
niczym ptaków śpiew
już teraz wiem
kroczę sam
gdy nikt za rękę nie prowadzi mnie

swobodnie bez strachu
nie uciekam przed wzrokiem
wątłym, wolnym krokiem
z dłutem i młotem
gdy cisza słowa dyktuje

Sam

zamykam za sobą drzwi
choć brak we mnie iskry
mimo to pochłania mnie myśl
mojej duszy cichy krzyk
rozważań cieńka nić
w półmroku
gdy za drzwami wstaje świt

to słów garść
jaką mam, niczym dar
związane przez emocje
Blisko kroczące
nie oddychające
gdy zapada zmrok
i jest już o krok
niczym w przeszłość skok
gdy zabiera mi wzrok
by liter czerwone barwy
przetrwały niczym gwiazdy
by móc wracać do nich co noc

Wokół jedynie mrok

Gdy wokół jedynie mrok
Pochłania mnie cisza
Echo niesie rzucona w tle klisza
Jak wspomnienia w samotnosci

Gdzieś w oddali
W mroku czarnej tafli
Choć wokół gra las
I żyje wokół nas
Zamykam oczy by słuchać

Ogień trzaska plomieniami
Żółtymi iskrami na czarnym niebie
Skąd spada kolejna z gwiazd
Gdy kolejny raz powtarzam te same słowa

Wiatr kołysze się obok nas
Gdy wstaje z półmroku mgła
Zza drzew czerwieni słońca pas
To wciąż ta sama cisza
Gdy co dnia cofam się od tego dnia

To łzy rozpaczy

to łzy rozpaczy
niczym deszcz czerwieni
w półmroku jesieni
zbieram liści miliony
z ziemi

zamknij oczy i zacznij marzyć
dziecino coś sama w te noc
krocz w swój sen
zapomnij że smutek dociera
zabiera mi cię

echo nosi się po czarnej ziemi
to wiatru ciepła dłoń
chwyta mnie, niczym śmierć
gdy płakać mi się chce

drużka co niegdyś niosła mnie
w letni sen przez cień
na której dziś pąków żelazna pięść
dziś panuje tam martwy pień
ostatnia mojego występu pieśń

a ty chwyć moją dłoń
noc się kończy
wychodzi słońca blask
gdy w jeziorze widzę swoją twarz
a w oddali ptaków swobodna gra
cisza

To wiatr za oknem

To wiatr, za oknem w wiosenny dzień,
Na tle słońca, w porannej mgle,
Budząc do życia świat,
To jego zwiędły, zimy kształt,
Rzucając starymi liśćmi,
Spod śniegu, spod zimowych krat.

Gdzieś w oddali, spośród porannych gwiazd
Wita nas ptak, nie jeden,
Niczym dar, mknacy wśród fal,
Błękitu kształt, zza spadających gwiazd,
Wyłania się świat i życia nowy smak.

To tataj, gdzie puste konary drzew,
Na których zakwita bez,
Teraz lismi się kryją,
By na nowo, na obrazie uwiecznić je,
Jakoby we śnie, błądzić po zielonej trawie,
Jak niegdyś, gdy jeszcze rósł tam mech.

To tylko Ja

To, tylko Ja,
Mknąc wśród spienionych fal,
O poranku, gdy zanika mgła,
Gdy słońca blady blask
Ogrzewa czarne serca dwa.

Dzień powoli budzi,
Echem niesie kroki
Wśród pól w bieli,
Gdy mieni się świata blask,
W oszronionym krajobrazie,
Gdzie cisza swą melodie gra.

Wiatru świeży oddech,
Niesie się wśród traw,
Po nagim ciele,
Niczym jedwab, okala nas,
Mieniąc się, jak spadająca łza,
W świetle porannych gwiazd.

Żyj nie umieraj

Ty żyj
Nie umieraj
Chwytaj się chwili
Niczym motyli wśród gęstych traw
Kołysze je wiatr
Ku zapomnieniu

Myśl zabiera oddech
Gdy serce zaczyna bić
Czerwone
Zamykam oczy jeszcze raz
By w tej magii trwać
Bez celu

Wzrok daleko przede mną
Wypatruje
Pozbawiony koloru
Jak gwiazda, która upada
Wciąż żyje
Jeszcze przez chwilę
Jak te na łące motyle